Marta Nowicka ad creative
Marta Nowicka
Marta Nowicka

Inactive· since May 22, 2026

33
days it ran
0
relaunches
441,715
EU reach

Ad copy

Mój neurolog powiedział, że to stres. Kardiolog stwierdził, że to nerwica. Laryngolog orzekł, że błędnik jest w porządku. A ja od dwóch lat nie potrafiłam wyjść z domu bez paraliżującego strachu, że zemdleję na środku ulicy. Żaden z nich nie wpadł na to, żeby sprawdzić moją szyję. Zacznę jednak od początku. Chcę, żebyś zrozumiała, że nie jestem hipochondryczką. Nie wymyślam. Nie dramatyzuję. Mam 51 lat. Troje dzieci. Pracuję w urzędzie. Do niedawna żyłam zupełnie normalnie. „Do niedawna”, bo dwa lata temu moje ciało po prostu postanowiło się rozpaść. I nikt nie potrafił mi powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Pierwszy objaw: zawroty głowy. To nie były takie filmowe zawroty, w których świat wiruje. Było gorzej. Czułam się tak, jakbym bez przerwy stała na łodzi. Podłoga falowała, ściany się przesuwały. Szłam korytarzem i miałam wrażenie, że za moment się przewrócę. Pojechałam do laryngologa. Badanie błędnika. „Wszystko w normie”. 200 złotych. Drugi objaw: kołatanie serca. Siedziałam przy biurku, pisałam maila i nagle: BUM. Serce przeskakiwało. Zatrzymywało się na ułamek sekundy, po czym uderzało tak mocno, jakby chciało wyrwać się z klatki piersiowej. Pojechałam do kardiologa. EKG, 24-godzinny Holter. „Serce jest zdrowe. Pojedyncze dodatkowe skurcze, to niegroźne”. 350 złotych. Trzeci objaw: mgła w głowie. Nie zwykłe „zmęczenie”. Gęsta mgła. Tak, jakby ktoś owinął mi mózg w watę. Czytałam dokument w pracy i po minucie nie pamiętałam pierwszego zdania. Brakowało mi słów. Stałam w kolejce w sklepie i zapominałam, po co przyszłam. Wizyta u neurologa i rezonans głowy. „Obraz prawidłowy”. 600 złotych za wizytę i badanie. Czwarty objaw: lęk. Nie takie zwykłe „martwię się o rachunki”. Prawdziwy terror. Budziłam się o czwartej rano z sercem w gardle, absolutnie pewna, że umieram. Że to guz, udar, stwardnienie rozsiane. Coś, czego lekarze po prostu nie widzą na wynikach. Psychiatra. „Zaburzenia lękowe. Przepiszę escitalopram”. 250 złotych. Brałam go przez miesiąc. Chodziłam jak zombie. Mgła stała się jeszcze gęstsza, a zawroty głowy w ogóle nie ustąpiły. Odstawiłam leki. Policzyłam to sobie kiedyś. W ciągu dwóch lat wydałam na lekarzy, badania i leki grubo ponad 4000 złotych. Efekt? Pięć różnych diagnoz: „To stres”. „To nerwica”. „To menopauza”. „To lęk”. „W pani wieku to normalne”. A ja wciąż nie mogłam normalnie wyjść z domu. Wiesz, co bolało mnie w tym wszystkim najbardziej? Wcale nie same objawy. Najgorsze było to, że nikt mi nie wierzył. Mąż mówił: „Może to naprawdę tylko nerwy? Może powinnaś więcej odpoczywać?”. Mama ucinała: „W moim wieku każdy ma zawroty głowy, nie przesadzaj”. Koleżanka z pracy dodawała: „Ja też miewam gorsze dni. Mocna kawa zawsze pomaga”. Ale ja wiedziałam... po prostu WIEDZIAŁAM, że to nie są żadne „nerwy” i że to wcale nie jest „normalne”. Doskonale pamiętałam, jak było wcześniej. Pamiętałam, że mogłam podbiec do autobusu. Że potrafiłam wysiedzieć w kinie trzy godziny bez napadu paniki. Że zasypiałam w pięć minut bez żadnych tabletek. To nie mój charakter się zmienił. Coś fizycznie popsuło się w moim ciele, ale nikt nie chciał szukać przyczyny. Zaczęłam unikać ludzi. Odmówiłam pójścia na urodziny przyjaciółki. Opuściłam imieniny mamy i komunię siostrzeńca. „Nie mogę, źle się czuję”. Za każdym razem mówiłam to samo. I za każdym razem widziałam w ich oczach ten sam wyraz niedowierzania. „Znowu?”. Zamykałam się w domu. Bezpieczna, choć nieszczęśliwa. Ale przynajmniej miałam pewność, że nie zemdleję między półkami w Lidlu. Odpowiedź znalazłam sama. O drugiej w nocy, wpatrując się w ekran telefonu. Jak zwykle. Trafiłam na artykuł o nerwie błędnym. Przeczytałam go raz. Potem drugi. I trzeci. Nerw błędny. Najdłuższy nerw w naszym organizmie. Odpowiada za kontrolę rytmu serca, trawienie, równowagę, oddychanie i regulację stanów lękowych. Przebiega przez szyję, u podstawy czaszki, tuż między pierwszym a drugim kręgiem szyjnym. Jest otoczony czterema maleńkimi mięśniami podpotylicznymi. Kiedy te mięśnie są permanentnie napięte, zaczynają uciskać nerw. To mechanizm podobny do zaciśnięcia dłoni na wężu ogrodowym, woda po prostu przestaje płynąć. Serce traci swój naturalny rytm. Procesy trawienne ulegają zaburzeniu. Równowaga znika. Układ nerwowy wchodzi w tryb „zagrożenia” i za nic w świecie nie potrafi z niego wyjść. To nie było sześć różnych chorób. To była jedna, konkretna przyczyna. A moja szyja bolała mnie od lat. Była sztywna, wiecznie napięta. „Twarda jak kamień”, jak mawiał każdy masażysta, u którego byłam. Nigdy jednak nie połączyłam tego bólu karku z zawrotami głowy, skaczącym sercem i mgłą umysłową. Żaden lekarz nie wpadł na to, żeby zapytać: „A jak się miewa pani szyja?”. Następnego dnia trafiłam na Facebooku na grupę zrzeszającą kobiety z identycznymi objawami. Były tam setki historii, które brzmiały zupełnie jak moja. Jedna z dziewczyn napisała: „Kupiłam urządzenie EMS na szyję. Działa dokładnie na te mięśnie podpotyliczne. Łączy ciepło z impulsami. Używałam 15 minut dziennie i po dwóch tygodniach po raz pierwszy od roku przestało mi się kręcić w głowie”. Zapytałam, jakiego sprzętu używa. Odpisała: „Zdrowa Szyja EMS ze strony zdrowapostura.pl”. Kosztowało 147 złotych. Po wyrzuceniu 4000 złotych na bezradnych lekarzy, miałam ochotę po prostu się roześmiać. Zamówiłam. Sklep dawał 90 dni na zwrot, więc niczym nie ryzykowałam. Paczka przyszła w poniedziałek. W środku znalazłam małe, lekkie urządzenie ze stalowymi elektrodami (na szczęście bez tych irytujących, lepkich żelowych padów, które ciągle się odklejają). 6 trybów, ciepło, elektrostymulacja. Wieczorem założyłam je na kark i włączyłam. Od razu poczułam przyjemne ciepło u podstawy czaszki. Potem pojawiły się impulsy, głębokie, bardzo konkretne, nie miały nic wspólnego z powierzchownym mrowieniem. Wyraźnie czułam, jak moje spięte mięśnie reagują. Jak naprzemiennie się kurczą i rozluźniają. Tam, wysoko u góry, w miejscu, do którego żaden masaż wcześniej nie potrafił dotrzeć. Minęło 15 minut. Zdjęłam urządzenie. Moja szyja była rozgrzana i... niezwykle lekka. Poczułam się tak, jakby ktoś poluzował mi w głowie jakąś bardzo ciasną śrubę. Tydzień pierwszy: Ból karku zmniejszył się o połowę. Znacznie poprawił mi się sen, zaczęłam budzić się o szóstej, a nie o czwartej rano w panice. Tydzień drugi: Pojechałam sama do galerii handlowej. Spędziłam tam bitą godzinę. Bez zawrotów głowy, bez lęku. Było po prostu... normalnie. Tydzień trzeci: Koleżanka w biurze rzuciła: „Jesteś jakaś inna. Znacznie lepiej wyglądasz”. I faktycznie lepiej WYGLĄDAŁAM, bo wreszcie się wysypiałam, nic mnie nie bolało, a mgła w głowie mocno się przerzedziła. Tydzień czwarty: Moje serce. Przestało bez powodu „przeskakiwać”. Oczywiście, nie zniknęło to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zdarza się to raz, może dwa razy w tygodniu, a nie codziennie. Ale ta różnica... to dosłownie jak noc i dzień. Mijają trzy miesiące od tamtego momentu. Znowu prowadzę samochód. Chodzę na zakupy. Przesypiam całe noce. Pracuję z jasnym umysłem. Nie jestem magicznie „wyleczona”. Mam swoje lata, pracuję przy biurku, więc napięcie w szyi wciąż mi towarzyszy i pewnie tak już zostanie. To nie znika na zawsze. Ale mam na to sposób. Codziennie wieczorem zakładam urządzenie na 15 minut. Robię twardy reset mięśni. I następny dzień znów mogę zacząć od zera. Poszłam na urodziny przyjaciółki. Pierwszy raz od ponad roku. Byłam na komunii siostrzeńca. Stałam w kościele przez dwie godziny, ani razu nie musząc kurczowo trzymać się ławki. Kiedy zadzwoniła mama z pytaniem: „Wpadniesz w niedzielę na obiad?”, odpowiedziałam po prostu: „Przyjadę. Sama przywiozę się samochodem”. Zapadła długa cisza. A potem usłyszałam drżący głos: „Naprawdę?”. „Naprawdę”. Wiesz, co jest w tej całej historii najsmutniejsze? Nie ból. Nie zawroty głowy. Nawet nie ten wszechobecny strach. Najgorsze jest to, że rozwiązanie istniało przez cały ten czas. Ale żaden z sześciu specjalistów nie wpadł na pomysł, by przyjrzeć się mojej szyi. Szli utartymi, książkowymi ścieżkami. Boli głowa? Robimy MRI. Skacze serce? Zakładamy Holter. Helikopter w głowie? Badamy błędnik. Problemy z psychiką? Dajemy tabletki. A co z czterema maleńkimi mięśniami u podstawy czaszki? Zignorowane. Dlatego, jeśli masz zawroty głowy, a „wszystkie badania są w normie”... Jeśli Twoje serce szaleje, a kardiolog twierdzi, że jesteś zdrowa... Jeśli cierpisz na mgłę mózgową, a otoczenie wmawia Ci, że to tylko stres... Jeśli czujesz w kościach, że coś jest bardzo nie tak, ale nikt nie chce Ci uwierzyć... Sprawdź swoją szyję. Skup się na tych czterech mięśniach u podstawy czaszki. Zadbaj o nerw błędny. Być może, tak jak w moim przypadku, odpowiedź okaże się znacznie prostsza, niż zakładasz. I o wiele tańsza. Jeśli któraś z was chciałaby przetestować ten masażer EMS na własnej skórze, zostawiam link tutaj: https://www.zdrowapostura.pl/produkt/zdrowa-szyja-ems/ Nie chcę wam niczego wciskać na siłę. Piszę to wszystko tylko dlatego, że ktoś, kiedyś, bezinteresownie wspomniał o tym na grupie i to uratowało mi życie. Mam nadzieję, że komuś z was również przyniesie ulgę.

Przeczytaj jeśli lekarze mówią że to stres 👆

Korzystanie z Zdrowa Szyja EMS™ jest proste i bezpieczne, wystarczy kilka minut dziennie. Elastyczna konstrukcja dopasowuje się do większości rozmiarów szyi.

SEE DETAILS
🪄Crush AI

Like this ad? Make it yours.

Crush rebuilds this exact creative around your product — your brand, your colors, your offer — in about a minute.

More ads from Marta Nowicka

Marta NowickaMarta Nowicka
Active
102 Days
827KReach
2Ads
Marta Nowicka Facebook ad
Details
Marta NowickaMarta Nowicka
Inactive
33 Days
271KReach
Marta Nowicka Facebook ad
Details
Marta NowickaMarta Nowicka
Active
102 Days
51KReach
Marta Nowicka Facebook ad
Details
Marta NowickaMarta Nowicka
Active
102 Days
95KReach
Marta Nowicka Facebook ad
Details
Marta NowickaMarta Nowicka
Active
103 Days
25KReach
Marta Nowicka Facebook ad
Details
Marta Nowicka Ad — Ran 33 Days | Crush Ad Library