Skip to content
Odwaga Dziecka

Odwaga Dziecka Facebook ad: “Mówisz dziecku 'ignoruj kolegów którzy cię zaczepiają.'…”

Odwaga Dziecka Facebook ad: Mówisz dziecku 'ignoruj kolegów którzy cię zaczepiają.'…

Ran for 37 days, from March 26 to May 2, 2026, the last day Crush saw it.

Run by Odwaga Dziecka on Facebook. Crush is not the advertiser and does not verify its claims. See this ad in Meta's Ad Library(opens in a new tab)

Want an ad like this for your product?

Crush makes new ad images for your product from this ad: your logo, your product photo, your offer.

Trials from $19.95 USD, then $79.95 USD a month. Cancel anytime.

About this ad

Meta Ad Library ID
1307778221171440
Platforms
Facebook
Relaunches
0
EU reach
126,438

How we count

Ad text

Mówisz dziecku 'ignoruj kolegów którzy cię zaczepiają.' Wiesz co ono z tym robi? Stoi, patrzy w podłogę i modli się żeby przestali. Moje dziecko jest gnębione przez kolegę z klasy i nikt nic z tym nie robi. Pani wychowawczyni wie. Pedagog wie. Dyrektorka wie. I wszyscy troje patrzą mi w oczy i mówią to samo zdanie... 'porozmawiamy z nim.' Rozmawiają. A następnego dnia mój syn wraca ze szkoły i siada przy oknie plecami do pokoju. Tak żebym nie widziała jego twarzy. Jeśli znasz to uczucie... Jeśli też słyszałaś 'porozmawiamy z nim' albo 'dzieci tak mają' albo 'proszę pani, to tylko żarty'... I jeśli też siedzisz wieczorem i nie wiesz co powiedzieć swojemu dziecku kiedy przychodzi i pyta 'mamo, dlaczego on tak robi?'... To chcę ci opowiedzieć co odkryłam. Nie od razu. Po miesiącach. I po błędach których żałuję do dziś. Maciek miał ośmiu kolegów w czwartej klasie. W piątej zostało trzech. Nie dlatego, że się pokłócili. Nie dlatego, że ktoś się przeprowadził. Dlatego, że Kuba mówił im przy całej klasie co się stanie jeśli będą się z Maćkiem kumplować. Tego nie wiedziałam jeszcze wtedy. Wiedziałam tylko, że mój syn zaczął wracać do domu wcześniej niż inne dzieci. Pytałam dlaczego. Mówił że szybko idzie. Uwierzyłam. Chciałam uwierzyć. Potem zaczęły się bóle brzucha. Rano, w niedzielę wieczorem, zawsze przed szkołą. Lekarz powiedział że to nerwy. Przepisał leki na żołądek. Brał je trzy miesiące. Bóle nie przechodziły. Pewnego ranka w marcu Maciek siedział na łóżku ubrany w szkolne rzeczy i nie wstawał. Usiadłam obok niego. Nie powiedział nic. Ja też nic nie mówiłam. Siedzieliśmy tak z minutę, może dwie. Potem zapytałam cicho, bez patrzenia mu w oczy. 'Maciek, czy ktoś cię w szkole krzywdzi?' Zamknął oczy. Kiwnął głową. Bardzo powoli. Jakby bał się że jak przytaknie za szybko, to będzie musiał opowiadać. I wtedy dowiedziałam się o Kubie. Kuba siedzi w tej samej klasie od dwóch lat. Maciek powiedział mi rzeczy których nie chcę tutaj opisywać. Powiedział mi też jedno zdanie które wróciło do mnie o czwartej w nocy i nie dało mi spać. 'Mamo, nic z tym nie zrobisz.' Nie 'mówiłem ci'. Nie 'a nie mówiłem'. Tylko 'nic z tym nie zrobisz.' Spokojnie. Cicho. Jakby mówił o pogodzie. Mój ośmiolatek nie był zły. On się poddał. Następnego dnia byłam w szkole o siódmej czterdzieści pięć. Wychowawczyni wysłuchała mnie, kiwała głową, zapisała coś w zeszycie. Powiedziała że 'porozmawia z Kubą' i że 'będzie obserwować sytuację.' Podziękowałam. Wyszłam z przekonaniem że zrobiłam co do mnie należy. Maciek wrócił tego dnia i zjadł obiad. Cały. Pierwszy raz od tygodni nie zostawił połowy na talerzu. Pomyślałam... może zadziałało. Może wystarczyło pójść i powiedzieć. Trzy dni później znalazłam jego plecak przy drzwiach wejściowych. Nieotwierany. Rzucony tak jakby się go pozbywał. W środku zeszyt z wyrwaną stroną. Poszłam do pedagoga. Spotkanie trwało czterdzieści minut. Pani pedagog mówiła o 'empatii', o 'budowaniu relacji w klasie', o tym że 'Kuba prawdopodobnie sam ma trudną sytuację w domu.' Słuchałam i kiwałam głową. Wyszłam z karteczką z numerem telefonu do poradni psychologiczno-pedagogicznej. Zadzwoniłam. Termin za sześć tygodni. W piątek zadzwoniła do mnie wychowawczyni. Powiedziała że 'jest pewna trudna sytuacja' i że rozmawiała z Kubą, ale Kuba zaprzeczył. Że Maciek też podobno powiedział że 'nie pamięta.' Że może jednak to tylko nieporozumienie między chłopcami. Wiedziałam dlaczego powiedział że nie pamięta. Bo w jego głowie istniał prosty rachunek. Jeśli powie, będzie gorzej. Nie lepiej. Gorzej. Bo ostatnim razem kiedy powiedział, nic się nie zmieniło. Tylko Kuba się dowiedział, że Maciek się poskarżył. Rozłączyłam się i stałam w kuchni z telefonem w ręku. Przez kilka minut patrzyłam na ścianę. Mój syn był w swoim pokoju. Sam. Ze drzwiami zamkniętymi. I ja nie miałam pojęcia co do niego wejść i powiedzieć. Bo co miałam powiedzieć? 'Będzie dobrze'? Nie było dobrze od sześciu miesięcy. 'Porozmawiam ze szkołą'? Rozmawiałam trzy razy. 'Nie przejmuj się'? Przejmował się tak bardzo, że bolał go żołądek. Nie weszłam. Stałam za drzwiami i słuchałam ciszy. Przez kolejne tygodnie robiłam to co podpowiadał rozum. Pisałam e-maile do wychowawczyni. Dostawałam odpowiedzi że 'sytuacja jest monitorowana.' Zapisałam go na karate. Trener powiedział po miesiącu że Maciek jest spokojny, grzeczny, ale unika kontaktu wzrokowego i nie zgłasza się do walki. Nawet ćwiczebnej. Kupiłam mu książkę o pewności siebie dla dzieci. Leżała nieczytana na półce. Po trzech tygodniach przesunąłam ją za inne książki, żeby Maciek nie musiał na nią patrzeć. Mówiłam mu żeby trzymał się z innymi dziećmi na przerwie. Mówił 'dobrze mamo' tym samym tonem co zawsze. I wychodził. I wracał wcześniej niż inne dzieci. Jednego popołudnia siedział przy kuchennym stole nad zeszytem. Usiadłam naprzeciwko i spytałam go wprost. 'Maciek, co robisz kiedy Kuba mówi ci coś złego?' Nie podniósł głowy. Wzruszył ramionami. 'Stoję i czekam aż skończy.' Usłyszałam to i coś we mnie się zatrzymało. Nie wściekłość. Nie strach. Coś gorszego. Takie nagłe zrozumienie, że przez te wszystkie tygodnie pisania e-maili, chodzenia do szkoły, szukania w internecie, rozmów z pedagogiem... ani razu nie pomyślałam o jednej rzeczy. Nie zapytałam co mój syn robi w momencie kiedy to się dzieje. Co robi kiedy Kuba podchodzi. Jak stoi. Gdzie patrzy. Co mówi albo czego nie mówi. Co robi z rękami. Stoi i czeka aż skończy. Tamtego wieczoru nie spałam. Nie dlatego że byłam wściekła na szkołę, choć byłam. Nie dlatego że bałam się jutra, choć się bałam. Ale dlatego że jedno zdanie kręciło mi się w głowie i nie mogłam się go pozbyć. Przez te wszystkie miesiące walczyłam z ludźmi, którzy mogliby zareagować, ale nie reagowali. A nikt... ani ja, ani szkoła, ani poradnia, ani trener karate, ani ta książka na półce... nikt nie powiedział mojemu dziecku co ma zrobić. Nauczyliśmy go zgłaszać. Nie nauczyliśmy go reagować. Wzięłam telefon i zaczęłam szukać inaczej. Nie 'co zrobić kiedy szkoła nie reaguje na przemoc.' Nie 'jak pomóc dziecku które jest gnębione.' Szukałam czegoś innego. 'Co mówi dziecko kiedy ktoś je zaczepia.' 'Jak dziecko reaguje w momencie ataku.' Trafiłam na post kobiety, która opisywała dokładnie to samo co ja przeżywałam. Córka, jedna dziewczynka z klasy, dwa lata. Ta sama bezsilność. Te same rozmowy ze szkołą. Ten sam wynik. Napisała jedno zdanie które mnie zatrzymało. 'Przez rok uczyłam córkę jak się skarżyć. Dopiero potem zrozumiałam że powinnam była nauczyć ją jak reagować.' Czytałam dalej. Ta kobieta opisała coś czego wcześniej nie rozumiałam. Że dziecko w momencie ataku nie myśli. Że stres wyłącza tę część głowy, która odpowiada za decyzje. Że jeśli dziecko nie ma w sobie gotowej reakcji, przećwiczonej wcześniej... to w momencie kiedy ktoś podchodzi i mówi mu coś złego, głowa robi się pusta. Stoi. Milczy. Czeka aż skończy. I że to milczenie, to stanie, to czekanie... dla tego drugiego dziecka oznacza jedno. Mogę dalej. Tu nie ma oporu. Wracam jutro. Czytałam to i widziałam Maćka. Jak stoi. Jak czeka. Jak patrzy w podłogę i modli się żeby skończyło. On nie milczał dlatego że był słaby. Nie milczał dlatego że jest tchórzliwy albo za cichy albo 'taki po prostu jest.' On milczał dlatego że w tamtym momencie jego głowa nie miała nic do powiedzenia. Żadnego zdania. Żadnej reakcji. Żadnego planu. Bo nikt mu żadnego nie dał. Ani ja. Ani szkoła. Ani książka. Ani karate. Ani żadna z tych rozmów, zebrań, e-maili, wizyt. Ta kobieta pisała dalej, że zaczęła ćwiczyć z córką w domu. Nie wielkie treningi. Kilka minut wieczorem. Konkretne scenariusze. Ktoś mówi ci coś złego... co mówisz. Ktoś cię popycha... co robisz. Ktoś mówi innym żeby się z tobą nie bawiły... co odpowiadasz. Jedno zdanie. Spokojne. Bez agresji. Bez płaczu. Bez tłumaczenia dlaczego to boli. Napisała że po dwóch tygodniach córka wróciła ze szkoły i powiedziała jedną rzecz. Że Natalia coś do niej powiedziała, ale ona odpowiedziała 'tak jak ćwiczyłyśmy.' I że Natalia się zdziwiła. I odeszła. Pod postem były dziesiątki komentarzy. Jedna mama zapytała skąd wzięła te scenariusze, bo sama nie wiedziałaby od czego zacząć. Że chciałaby pomóc synowi, ale kiedy siada z nim wieczorem to oboje patrzą na siebie i nie wiedzą co powiedzieć. Znałam to uczucie. Tamta kobieta odpisała że trafiła na materiał, który opisywał to krok po kroku. Że sama nie jest psychologiem ani ekspertką. Że jest mamą. Że szukała czegoś konkretnego, bo ogólne rady w stylu 'buduj pewność siebie dziecka' nic nie dawały. Zostaw link, napisała ta mama. I ona zostawiła. Kliknęłam. Cena była mniejsza niż jednorazowa wizyta u psychologa. Mniejsza niż miesiąc karate. Mniejsza niż te leki na żołądek które Maciek brał trzy miesiące i które nic nie dały. Pomyślałam: co mam do stracenia. Znalazłam tam rzeczy których szukałam od miesięcy i których nikt mi wcześniej nie powiedział. Dlaczego mówienie dziecku 'ignoruj' nie tylko nie działa, ale sprawia że jest gorzej. I czego dziecko naprawdę doświadcza w środku kiedy próbuje 'ignorować' a tamten nie przestaje. Dlaczego dziecko zamiera w momencie ataku i dlaczego to nie ma nic wspólnego z jego charakterem. Że to nie jest słabość. Że to nie jest wstydliwość. Że to jest reakcja organizmu na stres i że każde dziecko bez przygotowania reaguje tak samo. Konkretne zdania które dziecko może powiedzieć w konkretnych sytuacjach. Nie 'bądź pewny siebie.' Nie 'nie daj się.' Tylko: w tej sytuacji, mówisz to, takim tonem, i odchodzisz. Jak ćwiczyć to w domu, żeby w momencie kiedy tamten podejdzie, głowa nie robiła się pusta. Żeby reakcja przyszła sama. Automatycznie. Bez myślenia. I co sama mogę zrobić jako mama, żeby Maciek w ogóle chciał mi powiedzieć co się dzieje w szkole. Bo przez pół roku nie mówił mi nic. I teraz rozumiałam dlaczego. Pierwszego wieczoru usiadłam z Maćkiem na kanapie. Powiedziałam mu że znalazłam coś co chcę mu pokazać. Że to nie jest kolejna 'rozmowa.' Że nie musi nic tłumaczyć. Że po prostu będziemy razem ćwiczyć jakby to była gra. Patrzył na mnie podejrzliwie. Przez chwilę milczał. Potem powiedział cicho: 'mamo, to nic nie da.' Wiedziałam że ma prawo tak myśleć. Przez rok słyszał że 'będzie lepiej.' Że 'pani porozmawia.' Że 'to się zmieni.' I nic się nie zmieniło. Za każdym razem kiedy dorosły mu coś obiecał, następnego dnia w szkole było tak samo. Powiedziałam: 'może masz rację. Ale daj mi pięć minut. Tylko pięć.' Dał. Zaczęłam od jednej sytuacji. Ktoś mówi ci coś złego na przerwie. Stoisz. Co robisz? Maciek wzruszył ramionami. 'Nic.' Pokazałam mu jedno zdanie z materiału. Krótkie. Spokojne. Bez agresji, bez błagania, bez tłumaczenia. Powtórzył je za mną. Cicho. Potem drugi raz. Głośniej. Przy trzecim razie zmienił trochę głos. Wyprostował się. Brzmiało inaczej. Jakby naprawdę mówił do kogoś kto stoi przed nim. Potem poszedł grać na komputer. Drugiego wieczoru sam przyszedł do mnie i powiedział 'możemy jeszcze raz?' Trzeciego wieczoru ćwiczyliśmy dwie sytuacje zamiast jednej. Maciek sam wymyślił jedną. Powiedział 'a co jeśli mówi mi coś przy innych?' Przećwiczyliśmy to. Nie powiem ci że tydzień później Kuba przestał. Bo tak nie jest. Tak nie działa żadna metoda i każdy kto ci to obiecuje, kłamie. Ale powiem ci co się zmieniło. Maciek wrócił pewnego dnia ze szkoły. Stał w przedpokoju, zdejmował buty, i powiedział tak normalnie, jakby mówił co jadł w stołówce: 'Kuba coś powiedział, ale ja mu odpowiedziałem to co ćwiczyliśmy i on nie wiedział co powiedzieć. I odszedł.' Tak normalnie. Jakby nic wielkiego. A potem poszedł do pokoju. Sam. Ale nie zamknął drzwi. Stałam w korytarzu i trzymałam się futryny. Bo po roku. Po tych wszystkich e-mailach. Zebraniach. Wizytach w gabinecie pedagoga. Lekach na żołądek. Karteczce z numerem do poradni. Książce która leżała na półce. Karate na które chodził i z którego wracał taki sam. Moje dziecko powiedziało 'odszedł.' Parę dni potem zapytałam go przy kolacji jak było w szkole. Spojrzał na mnie. Przeżuł. I zaczął opowiadać. Sam. Bez mojego ciągnięcia. Bez pytań. Bez tego mojego nerwowego 'a co się działo? a kto coś mówił? a Kuba?' Po prostu opowiadał. Nie rozmawiał ze mną o szkole od sześciu miesięcy. Jeśli czytasz to i znasz ten ścisk w żołądku kiedy twoje dziecko wychodzi rano do szkoły... Jeśli też chodziłaś na rozmowy z wychowawczynią i wychodziłaś z obietnicami które nic nie zmieniały... Jeśli twoje dziecko mówi 'nic mamo' i zamyka się w pokoju i ty stoisz za drzwiami i nie wiesz co zrobić... Jeśli leżysz wieczorem i myślisz czy jutro będzie tak samo... Pod tym postem jest link do materiału który pomógł nam. Nie powiem ci że zadziała tak samo. Każde dziecko jest inne, każda sytuacja wygląda inaczej, każdy Kuba jest inny. Ale jeśli szukasz czegoś konkretnego... czegoś co twoje dziecko może powiedzieć jutro kiedy tamten znowu podejdzie... czegoś co możesz razem przećwiczyć dziś wieczorem na kanapie w pięć minut... To jest to czego mi brakowało przez rok. Kliknij przycisk poniżej. PS. Przez długi czas myślałam że moim zadaniem jest naprawić szkołę. Pójść do dyrektorki. Napisać kolejnego maila. Zagrozić kuratorium. I pewnie dlatego tak długo nie mogłam pomóc swojemu dziecku. Bo walczyłam w złym miejscu. Maciek nie potrzebował żeby szkoła się zmieniła. Nie potrzebował żeby Kuba się zmienił. Potrzebował żeby on sam wiedział co zrobić kiedy Kuba podejdzie. Tego nie nauczy go żadna pani pedagog. Żadna książka z bib

wychowaniezpasja.pl

Odwaga Dziecka

Przewodnik „Bezpieczne Dzieciństwo” pokaże Ci, jak skutecznie chronić dziecko przed przemocą w szkole i internecie. Otrzymasz gotowe scenariusze rozmów, plan działania ze szkołą oraz techniki budowania pewności siebie i odporności emocjonalnej dziecka.

Learn more: wychowaniezpasja.pl(opens in a new tab)

More from Odwaga Dziecka

Similar ads in Martial Arts

See all Martial Arts ads