Mama Tymka i Zosi Facebook ad: “Dziś Zosia powiedziała mi: Mamo, jak dorosnę, to też kupię…”

Ran for 48 days, from January 23 to March 12, 2026, the last day Crush saw it.
Run by Mama Tymka i Zosi on Facebook. Crush is not the advertiser and does not verify its claims. See this ad in Meta's Ad Library(opens in a new tab)
Want an ad like this for your product?
Crush makes new ad images for your product from this ad: your logo, your product photo, your offer.
Trials from $19.95 USD, then $79.95 USD a month. Cancel anytime.
About this ad
- Meta Ad Library ID
- 936875335331632
- Platforms
- Facebook, Instagram, Audience Network, Messenger and Threads
- Relaunches
- 0
- EU reach
- 210,381
- Niche
- Parenting & Kids
Ad text
3:47 nad ranem. Znowu. Siedzę w kuchni na zimnej podłodze, oparta plecami o szafkę, trzymając kubek z zimną już herbatą, którą zaparzilam... nawet nie wiem kiedy. Godzinę temu? Dwie? Przestałam liczyć. Przestałam liczyć godziny. Przestałam liczyć, ile razy tej nocy Zosia się obudziła. To była czwarta. Albo piąta. Słyszę jeszcze jej płacz w uszach, chociaż w końcu zasnęła. Po 40 minutach kołysania, śpiewania, przytulania, błagania: "Kochanie, proszę, zaśnij, mama jest tutaj, nic się nie stanie..." Ale ona nie mogła. A ja... ja już też nie mogłam. Pamiętam dokładnie, kiedy się zaczęło. To był poniedziałek, 16 października. (Tak, pamiętam datę. Bo to był dzień, w którym moje życie przestało być normalne.) Zosia miała wtedy 5 lat i 3 miesiące. Zawsze spała jak aniołek. Kładłam ją o 20:00, całowałam w czoło, mówiłam "dobranoc, kocham cię" – i budziła się o 7 rano. Jak z książki o idealnym rodzicielstwie. Aż do tamtego poniedziałku. Obudziła się o 23:30, płacząc. Powiedziała, że przyśnił jej się "zły pies". Uspokoiłam ją, przytuliłam, położyłam z powrotem. 1:45 – znowu płacz. Tym razem "dziwny cień na ścianie". 3:20 – "boli mnie brzuch, mamo". 4:50 – po prostu płacz. Bez powodu. Pomyślałam: "Okay, zły dzień. Zdarza się." Ale to się nie skończyło. Następnej nocy było tak samo. I kolejnej. I kolejnej. Po tygodniu byłam jak zombie. Funkcjonowałam na 3-4 godzinach przerwanego snu. Mąż (pracuje na nocki, więc nie mógł mi pomóc) mówił: "Może to tylko faza, przejdzie." Ale nie przechodziło. Zosia zaczęła bać się SAMEGO KŁADZENIA SIĘ SPAĆ. Wieczorem o 19:30 robiła się niespokojna. Ciągnęła mnie za rękę: "Mamo, nie zostawiaj mnie, ja się boję." "Czego się boisz, kochanie?" "Nie wiem... po prostu się boję." Próbowałam wszystkiego. Zrobiłam listę (tak, dosłownie zrobiłam listę rzeczy do sprawdzenia): ✅ Lampka nocna – kupiłam trzy różne. Żadna nie pomogła. ✅ Muzyka relaksacyjna – słuchałyśmy Mozarta, szumu morza, deszczu. Zero efektu. ✅ Masaż przed snem – robiłam jej masaż pleców przez 20 minut. Usypiała... i budziła się po godzinie. ✅ Ciepłe mleko z miodem – nic. ✅ Bajki – czytałam jej trzy bajki, potem cztery. Uspokajało na chwilę, ale w nocy i tak płakała. ✅ Rytuał wieczorny – stworzyłam IDEALNY rytuał: kąpiel, bajka, przytulanie, modlitwa. Nie działało. ✅ Spanie ze mną – próbowałam brać ją do naszego łóżka. Ale ona i tak się budziła, a ja w ogóle nie spałam, bo czułam każdy jej ruch. Nic. Nic nie działało. A ja się rozpadałam. Pamiętam jeden poranek – było to chyba po dwóch tygodniach tego koszmaru. Siedziałam w kuchni, robiłam śniadanie Tymkowi przed szkołą. Nalewałam mleko do miseczki z płatkami... i nagle zaczęłam płakać. Tak po prostu. Bez powodu. Tymek (8 lat, mądry jak cholera) podszedł, objął mnie i powiedział: "Mamo, dlaczego Zosia znowu płakała w nocy? I dlaczego ty teraz płaczesz?" Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Bo ja naprawdę już nie wiedziałam, co robię źle. Zaczęłam się obwiniać. Może jestem złą matką? Może Zosia czuje, że jestem zestresowana, i dlatego ona też nie może spać? Może coś się stało w przedszkolu i ja tego nie zauważyłam? Może powinnam była z nią więcej rozmawiać? Może to ja zrobiłam coś nie tak i teraz ona cierpi? To było najgorsze – ta bezsilność. To uczucie, że jako mama nie potrafię pomóc własnemu dziecku poczuć się bezpiecznie. W trzecim tygodniu poszłam do pediatry. Powiedziałam mu wszystko. Opisałam noce, płacz, lęki. Zbadał Zosię. Fizycznie wszystko było w porządku. "To może być lęk separacyjny," – powiedział. – "Albo nadpobudliwość układu nerwowego. Zdarza się w tym wieku. Może przejść samo." "A jeśli nie przejdzie?" "Jeśli będzie trwało dłużej, możecie rozważyć konsultację psychologiczną." Psychologiczną. Dla 5-latki. Wyszłam z gabinetu i płakałam w samochodzie przez 15 minut. Byłam zdesperowana. Wpisywałam w Google: "Dziecko budzi się w nocy i płacze" "5-latek nie może zasnąć – co robić" "Lęk nocny u dzieci – jak pomóc" "Dziecko boi się spać samo" Czytałam fora. Grupy na Facebooku. Artykuły. Blogi. Wszędzie to samo: "To minie. Bądź cierpliwa. To faza." Ale JA NIE MOGŁAM JUŻ CZEKAĆ. Bo to nie było tylko o mnie – to było o Zosi. Widziałam, jak ona cierpi. Jak rano jest zmęczona, płaczliwa, niespokojna. Jak w przedszkolu jest rozkojarzorna, bo nie wysypiała się. Moja córka potrzebowała pomocy. A ja nie wiedziałam jak. I wtedy napisałam do Asi. Asia to moja koleżanka z liceum – psycholożka dziecięca. Dawno ze sobą nie rozmawiałyśmy, ale wiedziałam, że jeśli ktoś mi pomoże, to ona. Napisałam jej wiadomość o 22:37. Długą. Chaotyczną. Wyrzuciłam z siebie wszystko. Odpisała następnego dnia rano: "Karolina, zadzwoń do mnie. Musimy pogadać." Rozmawiałyśmy przez telefon godzinę. Opowiedziałam jej wszystko od początku. Ona słuchała. Nie przerywała. A potem powiedziała coś, co totalnie mnie zaskoczyło: "Karolina, to nie jest nic nienormalnego. Zosia nie potrzebuje terapii. Ona po prostu potrzebuje więcej FIZYCZNEGO poczucia bezpieczeństwa." "Jak to... fizycznego?" "Jej układ nerwowy jest w stanie ciągłego czuwania. Czyli nawet jak zasypia, to ciało nie potrafi się całkowicie rozluźnić. Dlatego budzi się przy najmniejszym bodźcu. Potrzebuje czegoś, co będzie stale przypominało jej mózgowi: 'jesteś bezpieczna'." "Ale ja ją przytulam! Leżę z nią, kołyszę, trzymam..." "Wiem. Ale ty nie możesz być tam non-stop. A jej ciało potrzebuje tego poczucia... cały czas." Asia zrobiła pauzę i dodała: "Słyszałaś kiedyś o terapii głębokiego nacisku?" Przyznałam, że nie. Opowiedziała mi o tym, jak delikatny, równomierny nacisk na ciało aktywuje układ przywspółczulny – ten, który odpowiada za relaks i wyciszenie. "Działa jak naturalny mechanizm uspokajający. Dlatego kołdry obciążeniowe są takie popularne. Ale dla dzieci lepiej sprawdzają się pluszaki obciążone – bo można je przytulić. Dziecko ma poczucie, że ktoś je przytula z powrotem." Zamilkłam. "Moja córka Zosia..." – zaczęłam. – "...naprawdę mogłaby przez to spać?" "Karolina, moja córka ma obciążonego misia od roku. I śpi z nim każdej nocy. Totalnie ją uspokaja. Nawet jak ma zły dzień, wystarczy, że go przytuli – i czuje się bezpieczniej." Byłam sceptyczna. Miś? Naprawdę? To ma rozwiązać problem, z którym nie poradziłam sobie przez miesiąc? Ale Asia powiedziała jeszcze jedno zdanie, które mnie przekonało: "Karolina, co masz do stracenia? Spróbuj. Jeśli nie zadziała, zwrócisz. Ale jeśli zadziała... odzyskacie spokój." Tego samego wieczoru weszłam na Misioterapia.pl. Przeczytałam opisy. Zobaczyłam zdjęcia. Przeczytałam opinie. Jedna z nich brzmiała: "Moja córka od miesiąca spała po 2-3 godziny. Psycholog zalecił nam Ciężkomisia. Po tygodniu śpi całą noc. To nie jest placebo – to naprawdę działa." Pomyślałam: "Okay. Próbuję." Zamówiłam mniejszego misia (1,1 kg). 199,99 zł. Kliknęłam "zamawiam" o 23:14. I modliłam się, żeby to zadziałało. Miś przyszedł w środę. Pamiętam, jak otworzyłam paczkę. Zosia akurat była w przedszkolu, więc miałam chwilę, żeby go obejrzeć. Wyjęłam go z pudełka. Był... niesamowity. Miękki. Brązowy. Z długimi ramionami. I ciężki. Naprawdę ciężki. 1,1 kg. Jak małe dziecko. Przytuliłam go. I wtedy poczułam. To uczucie... nacisku. Delikatnego, ale wyraźnego. Jakby ktoś mnie obejmował. Przytrzymałam go przez chwilę. I pomyślałam: "O kurczę. To naprawdę działa." Sama poczułam, jak moje ciało się rozluźnia. Wieczorem dałam misia Zosi. Przyszła z przedszkola, zjadła obiad. O 19:00 zaczęłyśmy rytuał wieczorny. Kąpiel. Piżamka. Bajka. A potem powiedziałam: "Kochanie, mam dla ciebie niespodziankę." Przyniosłam Ciężkomisia. "To jest Ciężkomiś. On ma specjalne, supersilne ramionka, które będą cię przytulać całą noc i pilnować, żebyś mogła spokojnie spać. Będzie przy tobie cały czas." Zosia wzięła go do rąk. Spojrzała na mnie. Przytuliła. I powiedziała: "Mamo... on mnie przytula. Naprawdę mnie przytula." Uśmiechnęła się. Po raz pierwszy od tygodni zobaczyłam spokój w jej oczach. Położyłam ją do łóżka. Zosia trzymała misia. Objęła go ramionkami. Przycisnęła do siebie. "Dobranoc, Ciężkomisiu," – powiedziała. Pocałowałam ją w czoło. "Dobranoc, kochanie. Śpij dobrze." Wyszłam z pokoju. I... czekałam. Godzina 21:00 – cisza. 22:00 – cisza. 23:00 – cisza. Północ – cisza. Wstałam. Podeszłam do jej pokoju. Uchyliłam drzwi. Zosia spała. Głęboko. Spokojnie. Z misiem w ramionach. Obudziłam się o 6:30 rano. Sama. Nie obudziła mnie Zosia. Przez chwilę miałam PANIKĘ. Bo to było... nienormalne. Pobiegłam do jej pokoju. Spała. Spokojnie. Z misiem. Spała 10 godzin. Bez przerwy. Płakałam. Usiadłam na podłodze w korytarzu i płakałam. Z ulgi. Z wdzięczności. Z niedowierzania. Moja córka spała. Po raz pierwszy od miesiąca... spała. Następne dni były jak cud. Druga noc: Zosia spała 9 godzin. Obudziła się raz – ale sama przytuliła misia i zasnęła dalej. Bez mojej pomocy. Trzecia noc: 10 godzin. Bez przerwy. Czwarta noc: To samo. Tydzień później: Zosia zaczęła SAMA chodzić spać. Brała misia, całowała mnie na dobranoc i mówiła: "Idę spać z moim Ciężkomisiem, mamo. Dobranoc." Nie wierzyłam własnym oczom. To było jak... magia. Ale to nie była magia. To była terapia. Dziś jest koniec listopada. Minęło pół tora miesiąca. Zosia śpi każdej nocy. Spokojnie. Bez lęków. Bez płaczu. Jest wypoczęta. Uśmiechnięta. W przedszkolu znowu jest tą radosną Zosią, którą pamiętam. A ja... Ja w końcu śpię. Wstaję rano wypoczęta. Piję poranną kawę na ciepło. Nie jestem już zombie. Mam energię na Tymka. Na męża. Na siebie. I wiesz, co jest najlepsze? Tymek zobaczył, jak Zosia śpi z Ciężkomisiem. I zapytał: "Mamo, a ja też mogę mieć takiego misia?" Pomyślałam, że on nie ma problemów ze snem. Ale powiedział: "Czasem też się boję. I chciałbym mieć kogoś, kto mnie przytula, jak ty nie możesz." Złamało mi to serce. Zamówiłam drugiego misia. Teraz oboje mają. I oboje śpią. Więc jeśli czytasz to o 3 nad ranem... Bo Twoje dziecko znowu się obudziło. Bo próbowałaś wszystkiego i nic nie działa. Bo czujesz się bezsilna, wyczerpana i nie wiesz, co jeszcze możesz zrobić... Posłuchaj mnie. To nie Twoja wina. To nie jest "tylko faza". Twoje dziecko naprawdę potrzebuje pomocy. Ale nie terapii. Nie leków. Potrzebuje fizycznego poczucia bezpieczeństwa. Czegoś, co będzie przy nim cały czas. Co będzie je przytulać, kiedy Ciebie nie ma obok. Ciężkomiś z Misioterapia.pl to nie jest zwykły pluszak. To narzędzie terapeutyczne. Oparte na nauce (terapia głębokiego nacisku – DPT). Które działa. Naprawdę działa. 199,99 zł. Dla mnie to była najlepsza inwestycja, jaką zrobiłam w tym roku. Bo kupiłam spokój. Mojej córki. Mojego syna. I swój.
Where the ad sends people
misioterapia.pl
Dziś Zosia powiedziała mi: "Mamo, jak dorosnę, to też kupię Ciężkomisia mojemu dziecku. Żeby też mogło spokojnie spać
Misioterapia
Learn more: misioterapia.pl(opens in a new tab)






