Porady Mamy Gosi ad creative
Porady Mamy Gosi
Porady Mamy Gosi

Inactive· since Mar 14, 2026

78
days it ran
2
relaunches
616,869
EU reach

Ad copy

Zapytałam fizjoterapeutkę, dlaczego wkładki za 350 zł nic nie zmieniły. Odpowiedziała jednym zdaniem. Po nim chciałam zadzwonić do każdego lekarza, u którego byłyśmy, i zapytać: DLACZEGO mi pani tego nie powiedziała? Pani córka w nich nie ćwiczy. Ona w nich ŚPI." 350 złotych. Formowane na zamówienie. Noszone pół roku. I zero zmiany. Jestem Gosia. Mam 39 lat. I zanim opowiem, co znalazłam, musisz wiedzieć, gdzie byłam. Zosia, moja córka, ma stopy płasko-koślawe. Drugi stopień. Diagnoza po nocy na SOR-ze, kiedy obudziła się o 23:47 z krzykiem i nie mogła stanąć. Ortopeda dyżurny o 4:30 rano powiedział: "Prawdopodobnie operacja." Mieliśmy 8 miesięcy na leczenie zachowawcze. Więc zaczęliśmy. Fizjoterapia. 2 razy w tygodniu. 150 złotych wizyta. Zosia nienawidziła każdej sesji. Płacz, krzyki, "znowu te głupie ćwiczenia." Ja po całym dniu pracy miałam walczyć z 8-latką o turlanie piłeczki palcami u stóp na dywanie o 19:00. Wiesz, jak to wygląda. Siedzisz na podłodze z płaczącym dzieckiem, z poczuciem winy, że "za mało robimy", i z cichą myślą, że to nie może tak działać. Że te 10 minut ćwiczeń nie naprawią tego, co 7 godzin na płaskim betonie psuło przez cały dzień. Ale robiłam, co mi kazali. Potem wkładki z apteki. Żelowe. 120 złotych. Po trzech tygodniach ubiły się na kamień. Płaskie jak deska. Potem wkładki na zamówienie. Te za 350 złotych. Formowane. Miały być odpowiedzią na wszystko. Po pół roku fizjoterapeutka patrzyła, jak Zosia chodzi po gabinecie. Stopy do środka. Piętki uciekają. Dokładnie jak pół roku temu. "Widzi pani jakąkolwiek zmianę?" Nie. Zero. 14 870 złotych wydane. Fizjoterapia, wkładki z apteki, wkładki formowane. I stopy Zosi wyglądały identycznie. Zostały 2 miesiące do decyzji o operacji. I wtedy fizjoterapeutka zrobiła coś, co zmieniło wszystko. Wzięła te wkładki za 350 złotych, zgięła je jak kartkę i powiedziała to zdanie o gorset dla stóp. Nie zrozumiałam od razu. "Jak to gorset? Miały pomagać." "Podtrzymują stopę od dołu. Jak gips. Łuk leży na sztywnej powierzchni i nie musi pracować. Mięśnie dostają sygnał: ktoś cię trzyma, możesz odpocząć. I odpoczywają. Słabną z każdym dniem." "Ale apteczne wkładki też nie zadziałały..." "Bo te były jeszcze gorsze. Płaska pianka. Żadne wsparcie, żaden bodziec. Stopa leży na nich jak na matrcu." "To co w ogóle działa?" I wtedy powiedziała coś, czego żaden z trzech lekarzy, u których byłyśmy, nawet nie wspomniał. Że stopa dziecka buduje swój łuk wyłącznie dzięki bodźcom z podłoża. Kiedy dziecko biegnie boso po trawie, piasku, kamykach, stopa przy każdym kroku dostaje tysiące zmiennych sygnałów czuciowych. I te sygnały zmuszają mięśnie głębokie stopy do pracy. Do napinania się. Do budowania łuku. Ale nasze dzieci chodzą po panelach podłogowych. Po betonie. Po kafelkach. Na płaskiej, gładkiej, martwej powierzchni mięśnie głębokie stopy nie dostają żadnego impulsu. Dosłownie się wyłączają. I łuk zamiast się budować, zapada się z każdym miesiącem. "I dlatego ćwiczenia nie wystarczają?" "10 minut ćwiczeń dziennie kontra 7 godzin na martwym betonie. Ta matematyka się nigdy nie zamknie." "A wkładki?" "Zwykłe wkładki podtrzymują. To jest proteza. Stopa na nich nie pracuje. Potrzebna jest wkładka, która ZMUSZA stopę do pracy. Która przy każdym kroku daje mięśniom bodziec, jak nierówny teren." "Takie istnieją?" "Tak. Profilowane. Ze strukturą wypukłości i zmienną dynamiką podparcia. Działają jak trampolina, nie jak gips. Przy każdym kroku mięśnie dostają sygnał: pracuj. Łuk zaczyna się budować nie dlatego, że ktoś go trzyma, ale dlatego, że stopa jest zmuszona go utrzymać." Zapytałam, dlaczego żaden lekarz mi o tym nie powiedział. Nie odpowiedziała. Tylko się uśmiechnęła. Tego wieczoru siedziałam z telefonem i szukałam: "wkładki profilowane dynamiczne dzieci." Na forum dla mam jedna matka opisywała identyczną historię. Ćwiczenia, które kończyły się płaczem. Wkładki z apteki, które ubiły się po miesiącu. Formowane za setki złotych, które nic nie zmieniły. I na końcu napisała, że trafiła na wkładki profilowane StepMax. Że działają na innej zasadzie. Że córka po trzech tygodniach zaczęła inaczej chodzić. 75 złotych. Po roku wydawania prawie 15 tysięcy. Byłam sceptyczna. Miałam prawo. Ale zostały 2 miesiące. I córka, która przestała wychodzić z domu, bo ją "nóżki bolą." Zamówiłam. I wiesz, czego się najbardziej bałam? Tego, co ciotka Krysia powtarzała. Że wkładki "rozleniwią nóżki." Że dziecko będzie musiało nosić je do końca życia jak protezę. Ale teraz rozumiałam różnicę. Stare wkładki rozleniwiały, bo PODTRZYMYWAŁY. Te miały ZMUSZAĆ do pracy. Przeciwieństwo gorset. Zosia założyła je i powiedziała: "Czuję coś pod łukiem. Jakby mnie coś popychało." Dokładnie. Popychało. Zmuszało do pracy. I jeszcze jedno. Pasowały do jej normalnych butów. Tych z jednorożcami, które kochała. Żadnych brzydkich, ortopedycznych klumpów. Żadnych łez w szatni, że koleżanki się śmieją. Pierwszy tydzień: brak narzekań. Zero buntów. Zero płaczu. Bo Zosia nawet nie wiedziała, że "ćwiczy." Drugi tydzień: "Mamo, mogę wyjść na podwórko?" Trzeci tydzień: sprawdziłam buty. Podeszwa ścierała się równomiernie. Nie od wewnątrz. Równo. Po raz pierwszy od lat. Poszłam do łazienki i płakałam. Bo w tych butach zobaczyłam, ile czasu straciłam na rozwiązania, które podtrzymywały problem zamiast go rozwiązywać. Miesiąc później fizjoterapeutka: "Chodzi zupełnie inaczej. Kostki trzymają." Osiem miesięcy po nocy na SOR-ze. Kontrola u ortopedy. "Poprawa wyraźna." "Czy operacja jest nadal konieczna?" "Nie. Kontynuujcie." Andrzej czekał na korytarzu. "I?" "Nie operujemy." Zosia huśtała nogami na krześle. Uśmiechnięta. Nie wiedziała, jak blisko było. Dziś Zosia ma 9 lat. Biega z koleżankami. Chodzi na taniec. Żadnych ćwiczeń na dywanie. Żadnego płaczu o 19:00. Żadnych łez w szatni. Wkładki pracują. Zosia się bawi. Ja odpoczywam. Piszę to dla każdej mamy, która siedzi teraz na podłodze z płaczącym dzieckiem i turlają piłeczkę po dywanie. Która kupiła wkładki za setki złotych i nie widzi różnicy. Która słyszała, że wkładki "rozleniwią" i nie wie, komu wierzyć. Jest różnica między wkładką, która podtrzymuje stopę jak gips, a wkładką, która zmusza ją do pracy jak trampolina. Ta różnica kosztowała mnie rok, 15 tysięcy złotych i prawie operację córki. Sprawdź wkładki StepMax na orthomax.pl. Zanim stracisz kolejny rok na rozwiązania, które trzymają problem zamiast go naprawiać.

Jeśli Twoje dziecko bolą stopy, przeczytaj to ☝️

Dziecko narzeka na ból nóg po WF-ie? Trener rozwoju motorycznego wyjaśnia dlaczego "wyrośnie z tego" to mit i co faktycznie pomaga. Przeczytaj historię Kuby.

LEARN MORE
🪄Crush AI

Like this ad? Make it yours.

Crush rebuilds this exact creative around your product — your brand, your colors, your offer — in about a minute.

More ads from Porady Mamy Gosi

Porady Mamy GosiPorady Mamy Gosi
Inactive
66 Days
237KReach
1Ads
Porady Mamy Gosi Facebook ad
Details
Porady Mamy GosiPorady Mamy Gosi
Inactive
192 Days
332KReach
1Ads
Porady Mamy Gosi Facebook ad
Details
Porady Mamy GosiPorady Mamy Gosi
Active
112 Days
10KReach
Porady Mamy Gosi Facebook ad
Details
Porady Mamy GosiPorady Mamy Gosi
Inactive
89 Days
278KReach
Porady Mamy Gosi Facebook ad
Details
Porady Mamy GosiPorady Mamy Gosi
Active
227 Days
19KReach
Porady Mamy Gosi Facebook ad
Details
Porady Mamy GosiPorady Mamy Gosi
Active
253 Days
24KReach
Porady Mamy Gosi Facebook ad
Details
Porady Mamy GosiPorady Mamy Gosi
Inactive
192 Days
338KReach
Porady Mamy Gosi Facebook ad
Details